Kiedy trudno utrzymać nerwy na wodzy…

83 to nerwowy rocznik. Reprezentatywnego przedstawiciela wkur… zdenerwować znienacka może wszystko. Mimo, że reprezentant 83 uchodzi w towarzystwie za ostoję spokoju i opanowania, to pod jego kopułą nieraz się gotuje. I tylko najnajNAJbliżsi wiedzą jak bardzo. Plus ew. ofiary wybuchu agresji werbalnej i gniewu, będący powodem owych.

A powodów może być mnóstwo. Od błahych, a jednak podnoszących ciśnienie w konkretnej chwili, po stany rzeczy, które irytują, z narastającą częstotliwością lub intensywnością (niepotrzebne skreślić) – od niepamiętnych czasów. Od razu sprostuję, nie jestem pieniaczem, nie jestem modnym w obecnych czasach hejterem. Trawi mnie tylko poczucie niesprawiedliwości, podszytej głupotą. Głupotą wymalowaną na twarzy. Ale o tym za chwil kilka. Zapytacie, po co tracić życiową energię na nerwy? Bo czasem wybuch jest zdrowszy, niż tłumienie w sobie narastającego zła, które później niechcący odbije się na postronnych. Z drugiej strony, moja „mowa nienawiści” klasyfikuje się bardziej w kategoriach uszczypliwych komentarzy niż (bez)pośredniej zjebki.

Tradycyjne, polskie „k…., ja p…….” Adasia Miauczyńskiego nieraz już wypadło i pewnie wypadnie jeszcze z moich ust. To na skutek wydarzeń i zjawisk, przy których witki opadają i dalszy komentarz jest zbędny. To właśnie bezmyślność i głupota. Ludzka, a jaka inna być może? Przykładów można trochę przytoczyć. To pierwsze z brzegu traktowanie zwierząt jako istoty najgorszej kategorii, przemoc w stosunku do nich. Ciężka łapa „pana” właściciela, uzbrojona w kij, lejąca gdzie popadnie bezbronnych, wystraszonych braci mniejszych. Mordowanie czworonogów ze względu na głupie, prymitywne przekonania. Szczeniackie dręczenie/maltretowanie/torturowanie przez pozbawionych wyobraźni i rozumu dzieciaki. No cóż, życzę tym jednostkom cierpienia po stokroć większego, od tego, które zadali swoim ofiarom. Bezwzględnie.

angry123

Bezmyślność niejedno ma imię. Jasne, są momenty, że nie jestem jej pozbawiony, ale jeszcze bardziej razi umiejętność samodzielnego myślenia, czy nawet podjęcia tegoż próby. Ludzie, którzy dają sobą manipulować i jedyną słuszną prawdę łykają jak młode pelikany są… No jakby to powiedzieć… Bardzo nieskromnie przyznam, że widzę siebie ponad nimi. Jakkolwiek, jednostki nieszkodliwe i niejątrzące toleruję, akceptuję, a zalety, które przejawiają, pozwalają zapomnieć o tych drobnych przecież słabościach :) A mogłem zabić! ;)

Bezmyślność w moim rozumieniu przejawia się na przykład idącym całą szerokością traktu, wyjącym sznurze fanatyków, którzy uzurpują sobie prawo do bycia tu-i-teraz bez refleksji, że wokół toczy się życie. Codzienne sprawy, obowiązki tubylców, dla których obecność drących się przez megafony piechurów może być problemem. Tak, muszę przyznać, nie jestem zwolennikiem żadnego kościoła, żadnej religii i przynależne obrzędy, nawet najbardziej absurdalne, mogę tolerować, jeśli tylko nie będą kolidować z moim spokojem i nie będą wdzierać się w strefę intymną. Żyj i pozwól żyć – ta zasada, niestety, wielu jest obca.

Wspominałem coś o niesprawiedliwości? Może zbyt pochopnie. Bo nie miałem na myśli niesprawiedliwości polegającej na tym, że ten ma więcej ode mnie, a taki z niego jełop, ćwierćgłów, cham i prostak. Nie, nie…  Zdarzało się, że byłem świadkiem nierównego, niesprawiedliwego traktowania dzieci przez rodziców, opiekunów. Jedno zasługiwało na gwiazdkę z nieba, kosztem drugiego. Ok, może jest drugie dno, i bez poznania kontekstu trudno oceniać sytuację. Ale każda najmniejsza krzywda dziecka, które absolutnie nie zasługuje na karygodne traktowanie burzy krew w żyłach. Podobnie jak traktowanie dzieci w charakterze maszynki do robienia kasy. W każdym aspekcie.

angry616

Zapomniałbym jeszcze o niesprawiedliwym osądzaniu. Niesprawiedliwym, ale także błędnym. Wiem, że każdy mierzy własną miarą, a w dodatku nie można od nikogo wymagać, żeby zawsze trafnie odnosił się do naszej osoby. Ale jeśli ocena nastąpi i już nijak nie da się odszufladkować przez ograniczone horyzonty i niechęć do bliższego poznania oceniającego, to cóż… Jego strata. A moje pogodzenie się z faktem i machnięcie ręką na obiekt niereformowalny.

A wiecie, gdybym miał wskazywać na konkretną osobę, kto najbardziej psuje mi nerwy? Tak, urocza pani w pierwszym rzędzie przed ekranem komputera odgadła, że chodzi o mnie. Bo często sam ze sobą nie mogę wytrzymać, bo wymagam więcej niż mogę, bo bezsilność rujnuje fundamenty wiary… Jest jeszcze wiele do samoogarnięcia, a frustruje brak czasu, może silnej woli lub najzwyczajniej w świecie, umiejętności… Jak już się ogarnę, to i łatwiej w życiu będzie :)

Ok, trochę pomarudziłem, wyrzuciłem z siebie co mi leży na sercu, chociaż to i tak zaledwie kropla w morzu irytacji. Teraz Wasza kolej – co Was boli, drażni i podnosi Wam ciśnienie, ale tak negatywnie? Śmiało, to będzie nasza tajemnica ;)

Reklamy

One thought on “Kiedy trudno utrzymać nerwy na wodzy…

  1. Ja z charakteru jestem straszną nerwuską. Wszystko mnie wkurza – korki w miastach, ślimakowe ruchy innych osób oraz mnóstwo innych rzeczy. Czasami próbuje sama z tym walczyć ale to nie jest wcale takie proste :(

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s