MetroPOL, cz. 4

<<A słuchajcie, co powiecie na taką sytuację? Do wagonu wchodzi para romskich dzieci. Dziewczynka, może 14-latka, zaczyna grać na podręcznej harmonii. Melodia, najpierw żwawa i wesoła szybko przeistacza się w rzewną, smutną nutę. Brudny chłopiec krok w krok zmierza za dziewczynką. Podstawia blaszane pudełko pod nos wszystkim pasażerom po kolei. Nieliczni rzucają monety. Pozostali odwracają głowy. Brzęk monet miesza się z dźwiękiem akordeonu.

– Brudasy. Za robotę by się wzięli. Tfu! Nic nie robią, cholera! Powinni wytępić nędzę… – komentuje z niesmakiem starszy jegomość.

W pewnym momencie chłopczyk potyka się i przewraca. Padając kurczowo trzyma puszkę. Jednak pieniądze rozsypują się po całym przedziale. Wpadają pod siedzenia. Dziewczynka natychmiast rzuca się do zbierania monet. Chłopiec robi to samo. Nikt nie reaguje, nie pomaga. Dziewczyna zbiera pieniądze kucając. Chłopiec, czołgając się na kolanach pomiędzy stojącymi ludźmi, również wybiera drobne.

– Pani patrzy, to sztuczka. Tylka czekać aż komuś portfel zginie.

Brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

– Czarnuchy już tak mają…

Jedna z kobiet siedzących w tyle podnosi pieniążek, dwuzłotówkę. Wydaje się, że ma zamiar zwrócić go dziewczynie. Patrząc przed siebie chowa go jednak dyskretnie do torebki. <<Zwrócić uwagę, nie powiedzieć? Poczekajmy na rozwój akcji…>> Chłopiec widząc sytuację pociąga za suknię siostry i pokazuje ręką na kobietę. Dziewczyna podchodzi, składa ręce. Z błagalnym spojrzeniem mówi coś do kobiety. Ta nie odpowiada. Dziewczyna łapie ją za rękaw.

– Moje, moje…

– Idź! Odejdź. – wyszarpuje rękaw z dłoni dziewczyny i krzywo spogląda na Romkę. Ta nie rezygnuje.

– Pani da, pani da…

– Nic nie dam, spieprzaj.

Dziewczyna zrezygnowana odchodzi do wyjścia. Do kobiety podbiega chłopczyk. Spogląda na nią dużymi czarnymi oczami, nabiera powietrza i spluwa na kobietę. Ucieka. Łapie siostrę za rękę i oboje wybiegają przez właśnie otwarte drzwi. Kobieta jest w szoku. Rozmazuje ślinę, próbując ją zetrzeć z twarzy. Nie potrafi wykrztusić słowa.

– To ciapackie bękarty, zabić to mało! Chodźmy na milicję, ja wszystko widziałem, jestem świadkiem! Wszyscy widzieli. – odzywa się męski głos z głębi.

Nikt nie przytakuje, ale odzywa się stojąca kobieta w średnim wieku.

– I co pan powie? Wszystko pan widział, tak? Jak ta pani okradała dzieci też pan zezna? Odwraca się do kobiety.

– Wstyd… I wcale pani nie żałuję.

Kobieta wstaje, rzuca mokrą od śliny chustkę i przechodzi do przodu pojazdu. Porywczy dziadek, świadek zdarzenia nic nie mówi. Pozostaje na swoim miejscu z rozdziawionymi, drgającymi wargami.

<<Sprawiedliwości stało się zadość?>>

(dzwonek) Plac wyznania wiary

Do kolejki wsiada, właściwie wtacza się człowiek ubrany w zabrudzoną, cienką wiatrówkę. Długie, posklejane w strąki włosy. Taki sam zarost. Zniszczona twarz wskazuje na wiek około 40 lat. W rzeczywistości mniej. Z rozpędu pada na podwójne siedzenie na środku wagonu. Coś mamrocze, głowa bezwiednie opada na klatkę piersiową.

– Anioły… Wolności…

Ludzie wkoło z niesmakiem przyglądają się mężczyźnie.

– Boże, że też na taką biedę jest miejsce w naszym mieście. Czemu nikt się tym nie zajmie? Są schroniska, domy pomocy. Wystarczy dobrej woli.

– Daj pan spokój. Prędzej czy później wykończą się sami i nie będzie problemu.

– Problem będzie zawsze. Miejsce jednego zastąpi dwóch następnych. Kobiety, mężczyźni, dzieci. Nie ma wyjątków. Pan widział skupisko na dworcu?

–  Menelstwo, brud, smród i ubóstwo. Oni się rodzą sami z siebie. Nikt mi nie powie, że normalny człowiek jest w stanie doprowadzić się do takiego stanu.

<<Łatwo oceniać innych nie będąc w ich skórze. Człowiek jest niestety tylko człowiekiem. Tak samo je, pije, oddycha i wydala. Ten wybrał inną drogę, albo zwyczajnie los poskąpił szansy bytu. Ci dwaj tam, szarzy ludzie, nie zdają sobie sprawy, że sami choć przez chwilę chcieliby poczuć się jak ten bezdomny. Teraz nie wygląda, ale znajduje się w pięknym, lepszym świecie. Nie ma bólu, trosk, zahamowań. Uwolniona dusza przemierza rajskie krainy uniesienia. Więzieniem jest ciało. Ulga, kiedy w końcu się uwolni. Kolejna heroina zbliża go do celu. Ile w stanie jest znieść człowiek? Ile gotów jest poświęcić, by zbliżyć się do swych aniołów, utonąć w bezkresie…>>

– Niezbadane są wyroki boskie. Słyszał pan o tym biznesmenie, co go żona kopnęła, odeszła do innego, a on sam stracił cały majątek na złych inwestycjach?

– Wiem, widziałem. W telewizji był reportaż. Nie ma teraz nic, do przytułku poszedł. Mieć tylu znajomych, wszyscy się odwrócili… – kręci głową.

– To próba. Bóg tak chciał.

– Pan wybaczy, ale głupstwa plecie. Nie udowodniono istnienia Boga. Człowiek stworzył go na swoje podobieństwo, chcąc zawładnąć drugim człowiekiem. Z perspektywy czasu sprowadziło to wiele nieszczęść.

– Nie mogę się z panem zgodzić. Bluźnierstwo! Ten biznesmen, a może nawet narkoman, o ten tam, czyż to nie Hiobowie naszych czasów? To brak wiary doprowadza do ostateczności. Gdyby tylko nie zwątpili. Mocno wierzę w to, że to próba.

– Ma pan prawo do własnego zdania. Jednak dla mnie to jest chore, bo w takim razie Bóg nie jest nikim innym jak katem swoich dzieci. Czy dobry pasterz pozwoliłby, aby jego trzódka zdechła w i z niepamięci. Umarł Bóg, nie ma nic co dobre. – spogląda na bezdomnego. – A oto najlepszy przykład.

– Pan uważa, że nie ma nic dobrego? Nie czuje się pan dobrym człowiekiem? Czy to tylko niedostatek wiary?

– Brak wiary…

– Rozumiem… Nie chciałbym niczego narzucać, ale może Biblia…

– A może nie? – lekko poirytowany. –  Święta makulatura spłonęła wraz ze wszystkim co jawiło się dla mnie świętością. Niech bogowie wyjaśnią, dlaczego pozwolili odejść mojej żonie, kiedy sama tego nie chciała. A kiedy żarliwie i w bólu modliła się o śmierć, przedłużali jej cierpienie. Poddawali ją… Próbie? Nie, zaklinam się, nigdy nie uwierzę. To nie kryzys wiary, to racjonalne postrzeganie. Do widzenia…

<<Bóg tak chciał – nieraz wyryte na płycie nagrobnej. Zupełnie nonsensowne. Bóg chciał zabrać ojca? Matkę? Po to, by pozostawione same sobie sieroty jeszcze bardziej nienawidziły pierwiastek boski? W jakim celu? No tak, próby…>>

<<Pieprzę… Albo wysiądę i przesiądę się na inny środek komunikacji, albo korzystając z własnego uporu będę zmierzał przed siebie o własnych siłach. Bez oglądania narzuconego towarzystwa. Każdy musi gdzieś wysiąść, żeby nie zwariować. Każdy, kto nie ma celu, jest celem samym w sobie. Puste frazesy. Haha! Do zobaczenia po drugiej stronie…>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s