MetroPOL, cz. 2

(dzwonek)  Skwer  wolności

Do wagonu wsiada grupka licealistów. Ubrani zwyczajnie. Dwóch chłopców i dziewczyna. Stają w miejscu naprzeciwko drzwi, gdzie nie ma miejsc siedzących.

– Dzień dobry. – dziewczyna kłania się siedzącej najbliżej kobiecie.

– Dobry… – odburkuje tamta z posępną miną.

– Chyba nie będzie nikomu przeszkadzać… – jeden z chłopców usiłuje otworzyć okno. – Czujecie jak tu śmierdzi? – wykrzywia usta, bezskutecznie szamocząc się z oknem.

Wydaje się, że przesuw jest zacięty. W końcu, po kilku próbach udaje mu się poradzić z mechanizmem.

– Po co? Wieje, ziąb leci. Zamknąć to natychmiast! – kobieta wierci się nerwowo.

– Jak pani jest zimno, to proszę założyć sweter, który trzyma pani na kolanach. Poza tym nie jest zimno. Wręcz przeciwnie, duszno tu trochę. Przydałoby się przewietrzyć. Nie czuje pani?

– Ty się szczeniaku nie mądruj! Mądrala się znalazł…

– Kolega był grzeczny, o co pani chodzi?

– Proszę, zbierze się banda i myślą, że mogą napyskować starszemu. Żadnego szacunku.

– Proszę pani, jest kilka wolnych miejsc gdzie nie będzie pani wiało. Wtedy i wilk syty, i owca cała. Poza tym nie najlepiej się czuję i odrobina świeżego powietrza naprawdę dobrze mi zrobi. Zresztą chyba nie tylko mi…

– Ty młody masz czelność mówić, że się źle czujesz? A co wy wiecie? Nic nie wiecie, co to znaczy czuć się źle. Będziecie mieć tyle lat, co ja, to się sami przekonacie. Za moich czasów młodzi ludzie byli silni. Nikt nie jęczał z byle powodu. Byliśmy zdrowsi i bardziej zahartowani.

– Widocznie starość wzbrania się przed tym.

– Cham! – kobieta purpurowieje.

– Tjaaa, i prostak…

– Proszę wybaczyć koledze. – łagodnie odpowiada drugi z chłopców. – Moim zdaniem problem tkwi faktycznie w pani czasach, kiedy jak już się coś posiadało, to strach było zrobić z tego użytek. Nie można okna otworzyć? Bo-co-to-bę-dzie? – łapie się za głowę. – Jak tak można? Więcej, jeśli już było się w posiadaniu czegoś tam, towaru deficytowego, luksusowego na owe czasy, to wręcz obawiano się do tego przyznać. Tak było? Nawyki starych czasów. Powielane schematy. A co na to kolektyw? – ogarnia wzrokiem siedzących najbliżej pasażerów.

<<No właśnie, czy chłopak nie ma racji? Nawet teraz, jeśli w znoju i trudzie „dochapiemy” się czegoś, to tak trudno ujawnić to przed innymi. Boimy się przyznać, że coś osiągnęliśmy w obawie przed zawiścią innych. A czy sami nie wpadamy w pułapkę zawiści, chorej zazdrości? Kiedy sąsiad ma lepszą pracę, lepszy samochód, fajniejsze żonę i kochankę?>>

– Ty dzieciaku, co ty wiesz o życiu? – lekceważąco. – Jeszcze mleko pod nosem, a chce być dorosły. Myślisz, że świat należy do was, tak? Ha, to się grubo mylisz. W dupę dostaniecie i to tak porządnie. Teraz macie wszystko, o nic się nie martwisz.

Chłopak usiłuje przerwać. Nieskutecznie.

–  Ale niech no tylko ojca z matką braknie… A ty Mariolka… Już ja powiem ojcu z jakim towarzystwem się zadajesz. – kręci głową.

– Pani Steniu… – dziewczyna wyraźnie miesza się.

– Nie ma to tamto. Porządek musi być. To ojcowie wasi harowali i walczyli, żebyście mieli to, co macie. W dupach się przewraca smarkaczom, niczego nie uszanują. – rozgląda się, szukając aprobaty. – Tylko dać, dać, dać. Na tacy, gotowe…

– Co ma piernik do wiatraka?

<<Heh, piernik właśnie ma dużo do wiatraka. Bo stary piernik tylko psioczyć potrafi, co w ogóle kupy dupy się nie trzyma. Dobijcie mnie, jeśli z wiekiem zacznę zmieniać się w takiego zrzędliwca…>>

– Proszę wybaczyć, ale gdyby pani młodość przypadła na czasy teraźniejsze, to inne byłoby pani podejście. Poza tym, jeśli już pani uogólnia… Czy to, o czym i jak pani mówi nie świadczy o pani pokoleniu? Brak wiary w nas, młodych. Dlaczego odezwała się pani dopiero wtedy, kiedy udało mi się otworzyć to cholerne okno? Widząc jak się z nim siłowałem wcześniej, dlaczego nie zareagowała?

Kobieta nie odpowiada.

<<Chleba i igrzysk! Zawsze wabi nas wyzwanie podjęte przez innych. Pasywna obserwacja wynikająca z niechęci w angażowanie się w cokolwiek nie dla nas. Nie chce się brać udziału w czymś, co nie przynosi korzyści. Wyrafinowanie jednak często mylnie podpowiada, co się opłaca, a co nie.>>

– Tomek, wysiadka! – daje się słyszeć ponaglające zawołanie kolegi.

Chłopak rozkłada ręce.

– No to miłej podróży. Ku lepszemu.

Dziewczyna chce coś powiedzieć, zwraca się do kobiety, ale w ostatniej chwili odwraca się i wybiega z wagonu za kolegami. Kobieta zerka ukradkiem na reakcję pasażerów. Nikt nie zwraca uwagi. Spogląda na otwarte okno i odwraca twarz w stronę szyby.

(dzwonek) Aleja Przyzwolenia

Do kolejki wsiada dziewczynka, 10-12 lat, z kotkiem na ręce. Zwierzątko cicho i żałośnie popiskuje. Rozgląda się w poszukiwaniu miejsca. W końcu znajduje i siada. Podnosi się oburzony głos współpasażerki.

– Dziecko! Zabierz to stąd. Paskudztwo, fuj! – odsuwa się od dziewczynki i wciska w głąb siedzenia.

Dziewczynka zrywa się z miejsca.

– No co też pani. To dziecko ma takie samo prawo być tutaj z tym kotem jak i pani. Sam widziałem jak skasowała 2 bilety. – wtrąca się pan po pięćdziesiątce.

– Gdzie to takiego szczura wpuszczać między ludzi…

– To kotek, wabi się Drapka. Bo ja go znalazłam w piwnicy i on się ciągle drapał i…

– Sam pan widzi. Siedlisko pcheł i zarazków, nic więcej. Sądząc po tym jak wygląda pewnie zaraz zdechnie. Szkoda zachodu dla sierściucha.

Dziewczynce zbiera się na płacz. Chce coś powiedzieć, ale nie może wydusić z siebie słowa.

– Na miłość boską, mówi to pani, jakby sumienie pani odebrało. Co jest winne zwierzątko, a już tym bardziej dziecko, że pani tak się wyżywa?

– To, to… Ja… My już sobie pójdziemy – dziewczynka szlochając zbiera się do wyjścia.

– Dziecko, spokojnie, nie trzeba. Usiądź sobie tutaj. Uważaj, kotek łapką się zaczepił…

Coraz donośniejsze pomiaukiwanie.

– O, już jest dobrze.

– Obrońca uciśnionych się znalazł. Nie można nawet w chwili spokoju usiedzieć… Pozwolimy sobie, to niedługo ze świnią wejdą i jeszcze świni miejsca ustąpią. – obrusza się. – Niedoczekanie, ha!

Nieoczekiwanie z miejsca, tuż przed kobietą, zrywa się dresiarz, przysłuchujący się całemu zajściu. Staje nad kobietą i mężczyzną.

– No, świnia to już siedzi jak widzę. – zadziornie. – Co się nie podoba paniusiu? Ja se, kurna, też chciałem kulturalnie i w spokoju pojechać i się nie da, bo jakiejś pindusińskiej nie widzi się, żeby dzieciak z kocurem siedli obok. W czym problem?

– Spokojnie, wszystko dobrze… – próbuje załagodzić sytuację mężczyzna.

Dziewczynka jeszcze mocniej tuli kotka.

– Nie, niedobrze dziadku. Ty jesteś spoko kolo. Się widzi, respekt. Ale tą prukwą to bym potrząsł. – nerwowo przeżuwa gumę, przestępuję z nogi na nogę. – Ma fart, że baba. Ale szacunku ja do takich nie mam, choć stara.

– Wypraszam sobie. – kobieta stroszy się i nadyma.

– Zdaje się paniusiu, że jesteś taką samą łajzą jak wszystkie te, których opluć bym nie chciał. Jak mnie irytuje, jak nad dzieciakiem pastwi się takie próchno…

<<O, pięknie! Czyta w moich myślach, tylko słownika innego używa. Sposób wyrażania często nie idzie w parze z właściwą intencją. Co jest przeszkodą w porozumiewaniu? Odrębność światów i nieumiejętność słuchania, rzadziej zrozumienia.>>

– Kolego… – starszy pan usiłuje uspokoić łysego młodzieńca.

– Kolegów tu nie ma. Ja wiem, wy jak byście mogli to bym wisiał na tej rurze, co się jej trzyma paniusia. Co? Nie wiem, że mnie sądzicie, bo nie jestem gładko ulizanym pedałkiem? Że zadyma i włam, że tym żyję? A kim wy jesteście, że mnie sądzicie? Tylko Bóg może mnie sądzić! – podciąga rękaw i pokazuje wytatuowane przedramię. – Tylko Bóg! Zaduszę każde ścierwo, które przeciwko mnie. Co mnie powstrzymie? Stary fikał, matkę męczył, zrobiłem porządek. Jak się człowiek przełamie, to mu wszystko jedno. Odpowiadam przed samym sobą i Bogiem. Każdy Bogiem sobie sam, jarzysz babka? To nie podskakuj? Bo jak ktoś do dzieciaka z takim tekstem wyjeżdża, to mnie krew zalewa i centralnie wisi mi, do kogo podbijam, jasne? Chodź mała, siadaj – zapraszającym gestem przywołuje dziewczynkę. –  Jedno słowo! – groźnie i ostrzegawczo do kobiety. – No…

Wraca z triumfem na swoje miejsce, siada. Ogląda się jeszcze za siebie, po czym energicznie opiera się o oparcie. Dziewczynka siada nieco przestraszona. Kot zmęczony miauczeniem, układa się na kolanach i zasypia. Zbliża się następny przystanek. Kobieta wstaje.

– Widzieliście go? Bandyta… – obruszona szybko wysiada.

<<Może i bandyta, bogiem nie jestem. „Stary fikał – zrobił porządek”… Co kryje się za maską ulicznego mieszańca. Twardego cwaniaka, cwanego twardziela? Sam z chęcią przywróciłbym do porządku tego „delikatesa” z tłustym zadem. Mówi się, że nasza młodzież jest bez szans… Bezkompromisowość kluczem do sukcesu? >>

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s