Sny, moje drugie życie…

Lubicie śnić? Ja lubię, bo historie stworzone przez umysł są niczym ekscytująca książka, otwarta nagle, na przypadkowej stronie i równie niespodziewanie zamknięta. Podobno sny przychodzą każdej nocy, jednak nie zawsze je pamiętamy i wydaje nam się wtedy, że noc okazała się „bezsenna”.

Przydałby się łapacz snów. Ustrojstwo, które pozwoliłoby zarejestrować, każdy, nawet najmniejszy detal marzeń sennych. Fajnie byłoby przeżyć jeszcze raz swoje sny. Może „fajnie” to niezbyt trafne określenie, bo to bardziej przez ciekawość dążyłbym do rozebrania na czynniki pierwsze każdego sennego widzenia, nawet najgorszego koszmaru. W każdym razie chciałbym móc powrócić do każdego z moich snów, bo najprawdopodobniej i wbrew pozorom, stworzyłyby całkiem logiczną układankę, będąc jednocześnie odzwierciedlenie codziennych smutków, obaw, radości. Jak mawiał poeta: „Ci, którzy kochają, sa­mi so­bie kształtują sny.”…

Są sny świadome, w których możemy w dużej mierze kontrolować nasze poczynania. Są sny kolorowe, rzekomo zarezerwowane dla ludzi o bogatej wyobraźni. Hurra! Bo zdarza się, że z moich snów pamiętam jedynie… barwy pojedynczych przedmiotów. Są sny, które prowokują do wyjścia z łóżka lub rozgadania w ciszy nocnej. Na szczęście ich nie doświadczyłem, ale eM…. No dobra, nie zdradzę szczegółów, bo będę musiał spać sam. A tak, pewnie się jeszcze niejednego dowiem, czego wcale nie musi być świadoma moja kochana połówka :) Są sny niepożądane i takie, które dzięki odpowiedniemu zaprogramowaniu wieczorem, są jak najbardziej mile widziane. Są jeszcze mokre sny, ale to już historia ;)

W moich snach często widuję te same miejsca i osoby, w różnych okresach. Najczęściej jest to przyszłość. Myślę, że to naturalne, spotykać najbliższych. Natomiast ludzie, o których nie pamiętamy i nie myślimy, pojawiają się niespodziewanie i bywa, że przypisane są im cechy i zachowania obecnych znajomych. Takie swoiste przeniesienie, doktorze Freud! Często widuję miejsca, które opuściłem lub wiem, że staną się kiedyś tylko wspomnieniem. Wyglądają inaczej, zaskakują pozytywnie tętniącym życiem lub przerażają widokiem ruin i zapomnienia. Bywają miejsca zupełnie nowe, interesujące i sugerujące szeroko pojętą przyszłość. Intrygują i prowokują do eksploracji. Jednak nie odpowiadają na pytanie, gdzie i po co w nich się znajduję.

Ok. To jeszcze raz, spróbuję nakreślić chociaż ogólny podział snów, najbardziej charakterystycznych i powtarzalnych, których doświadczam.

Niemoc. Będąc dzieckiem, a później nastolatkiem, nie raz i nie dwa śniła mi się… bezsilność. Tak nazwałbym brak siły, żeby przed czymś uciec, zerwać się w odpowiednim momencie. Zero energii. Pokonanie niemożliwego? Może. Zdarza mi się śnić, że jestem pół kroku za czymś bardzo ważnym, ale nie mogę tego osiągnąć, dogonić. To trochę innego rodzaju niemoc, powodująca frustrację. Natomiast rozpaczliwe próby uwolnienia się od nieznanej siły, która upodla, a nawet prowadzi do zguby, wiążę z obawą o brak kontroli nad samym sobą w otaczającej rzeczywistości. Tak myślę…

Kobiety. Temat z punktu typowego faceta dość przyjemny. No bo kiedy śni się kobieta, to kojarzy się najpierw z miło spędzonym czasem w jej towarzystwie. Chyba, że człowiek ma jakąś traumę w doświadczeniu z płcią przeciwną, to co innego. W każdym razie eM. z zainteresowaniem wsłuchuje się w historie o snach, w których jak twierdzi „przychodzi do mnie pod postacią innej kobiety” :) Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, jeśli sny te podszyte są erotyzmem i głębszymi uczuciami ;) Bo i takie są. Chociaż prawdę mówiąc spotykam się z różnymi kobietami. Tymi, które znam i takimi, które powołał „do życia” mój własny mózg. Te z pierwszej grupy okazują się zachowywać inaczej, niż pierwowzory, które znam. No wiecie, np. szare myszki, a w rzeczywistości wyrachowane i pewne siebie wampy, kobiety ukazujące swoje drugie oblicze. A może ja chciałbym je takimi znać, a podświadomość wespół z intuicją podpowiada mi, że takie właśnie są? Kobiety, które zostały stworzone na potrzeby snu, zwykle czegoś chcą. Czegoś, czego ja nie chcę dać, przez co chowam się w skorupę, a nawet bywam chamski i arogancki, o! Nie, żebym miał problem z kobietami (poniekąd, może… :P), ale w życiu osobistym, trwając w szczęśliwym związku, nie mam ochoty na flirty i przyjmowanie na klatę zalotnych spojrzeń i słodkich słów. Chociaż muszę przyznać szczerze i z ręką na sercu, zdarzały się wyjątki. eM., moja kochana, znasz je wszystkie ;) Wracając do snów, pamiętam jeden przypadek, spotkania z kobietą, która wysysała… energię, wczepiając się w ciało, plecy zwłaszcza, swoimi szponami. Wampir energetyczny, który niemal mnie zabił na śnie. Brzmi to absurdalnie i wygląda jak z azjatyckiego horroru klasy B, ale o dziwo, sen pozostał na długo w pamięci. Warto mieć baczenie na panie z długimi paznokciami.

kobieta_wamp

Śmierć. Tak naprawdę, sny w tej kategorii można podzielić na kilka podkategorii. Własna śmierć, śmierć zadawana z rąk własnych, zmarli… Śniły mi się kiedyś przygotowania do własnego pogrzebu. W domu dziadków było mnóstwo ludzi, krewnych, znajomych i nieznajomych. Wśród nich krzątałem się ja, choć nie wiem czy zauważony, ale w pełni świadomy, że przyszedł czas na piach. W pewnym momencie dotarłem do starego, brudnego lustra, w którym powinno ukazać się moje odbicie, a zobaczyłem tylko zmasakrowaną twarz. Nielicha historia. Innym razem brałem udział w pochówku pewnej bliskiej kobiety. W pewnym momencie, z niezasypanego dołu wzleciał piękny, kolorowy motyl, który przez chwilę zatańczył jeszcze nad trumną, po czym spłonął w powietrzu i rozpadł się w pył. Niezapomniany widok. Kiedy śnią mi się zmarli, najczęściej pojawiają się nagle, przychodzą jak gdyby nigdy nic i bez słowa siadają gdzieś w kącie. Ja natomiast przyjmuję taki stan rzeczy z pełnym zrozumieniem. Moment własnej śmierci również dane mi było przeżyć kilkakrotnie. Takim najintensywniejszym doznaniem był wypadek samochodowy, zderzeniu czołowym, którego nijak nie mogłem uniknąć. Tu śmierć następowała przez dłuższy moment. Najpierw ta chwila zawieszenia, podczas której zdążyłem pogodzić się z nieuniknionym, następnie krótkotrwały, rozrywający ból i cisza, chociaż w tle syreni śpiew (mniej więcej doznanie, o jakim wspomina Lana Del Rey w „Ultraviolence”). Światło. Najpierw białe i ciepłe, aby za chwilę zgasnąć powoli. I wciąż świadomość umierania. Końca absolutnego. Naturalnym byłoby obudzić się po takim szoku, ja jednak pozwoliłem sobie skonać i dopiero rano dojść do wniosku, że tak właśnie wyobrażam sobie śmierć. A teraz przyznam się Wam, że tłumię w sobie mordercze zapędy, bo zabijam we śnie. Nie, nie dla przyjemności. Zawsze w obronie własnej lub kogoś i zawsze narzędziem zbrodni jest… nóż. Nie jakiś siekacz-rąbacz, ale ostrze wystarczające by zatopić się w ciele agresora i poczuć satysfakcję, adrenalinę, siłę… Gdzie są moje pillsy? :)

Powrót do przeszłości. Jak już wspominałem, wracam do miejsc, które miały znaczenie w moim życiu lub po prostu spędziłem w nich sporo czasu, niekoniecznie chcąc. Takim miejscem jest szkoła. Częściej podstawowa, może dlatego, że łatwiej wryła się w beret kilkuletniego dzieciaka. Powrót do niej wygląda mniej więcej tak, ze schodzą się ci ludzie, z którymi dzieliłem ławy, klasy, ale już dorośli. Taki „spęd absolwentów”. I normalnie wszyscy bierzemy udział w zajęciach, mamy swoje szkolne problemy, wygłupiamy się… My, dorośli. A gdzie nasze rodziny, codzienne życie? Wygląda to tak, jakbyśmy musieli odbębnić szkołę raz jeszcze, a później rozejść się każdy w swoją stronę. Innym razem, odwiedzam osiedle, na którym spędziłem 20 lat swojego życia. Jest albo opustoszałe, albo niesamowicie rozbudowane, rozwinięte. Nie ma jednak nikogo z przeszłości, ale traktuję te senne obrazki jak minione.

Kradzieże. Tutaj jednostronnie – to zawsze ja plądruję i okradam, ale nigdy przy użyciu przemocy. Robin Hoodem też nie jestem, nie szukam biednych, żeby się dzielić. Złodziejska smykałka, która odzwierciedla się w snach? Trudno powiedzieć. Dlatego nie napiszę nic, co mogłoby zostać wykorzystane przeciwko mnie :)

Wojna. Bardziej stan zagrożenia. Strach, ucieczka, mnóstwo trupów. Pewnie naoglądałem się w życiu newsów w internetach albo filmów. Ale wyśnione obrazki wojenne różnią się od tych serwowanych w mediach. Czekanie, skradanie się, zabijanie. Wszystko bez słów. Zawsze towarzysząca obawa o bliskich, którzy gdzieś tam są, ale nie potrafię ich odnaleźć. Szukając, muszę przeżyć za wszelką cenę. Nie zawsze mi się to udaje. Pewnego razu zostałem zastrzelony i obudziłem się natychmiast z potężnym bólem w klatce piersiowej…

zrujnowany_sen

Straszne rzeczy. Horrorki – potworki i inne straszydła. Zniekształcone sylwetki ludzkie Nieśmiertelna i niszczycielska siła, której nie widzę, która kroczy za mną i od której nie mogę się uwolnić. Ciała młodych kobiet powieszone w miejscach publicznych. Potwory – zwierzęta (?), duże i obleśne, wyciskające się ze ścian brudnych i zimnych pomieszczeń. I dzieci – małe potworki skute łańcuchami lub stojące przy ulicy, zabiedzone maluchy, do wnętrza ciał których można zajrzeć przez cienką, przezroczystą skórę i wyżarte w nich otwory.

Niektórzy wierzą, że sny to proroctwo i ostrzeżenie. Może o tym świadczyć popularność senników wszelkiej maści. Sny prorocze? Żaden ze mnie wizjoner. W emocjach przyciągałem niektóre wydarzenia, z których zdawałem sobie sprawę, że mają olbrzymią szansę powodzenia, np. pałka z matmy, czyjaś śmierć lub odwiedziny. Ale! Bardzo wyraźnie, jeszcze przed swoimi narodzinami śnił mi się Igorodny. I jeden detal, który bardzo zapadł w pamięci. Jego niesamowicie niebieskie oczy. Dokładnie takie, jakie miał po urodzeniu. Pozostając w klimatach rodzinnych, pamiętam też obrazek kobiety spacerującej z kilkuletnim dzieckiem – widok zza pleców. Jakieś naście lat później zrobiłem zdjęcie eM., które wyglądało jakby żywcem wyjęte ze wspomnianego snu i które ożywiło jego wspomnienie. Jasne, można sobie dopowiedzieć, dograć wszystko, ale tutaj wszystko wyglądało kropla w kroplę, identycznie.

W czasach szkoły średniej sny miały dla mnie ogromne znaczenie. Praktycznie każdą wizję, nawet najmniejszą pierdołę, jaką zobaczyłem, czy przeżyłem przy zamkniętych oczach nocą (bo w dzień nigdy nie śnię, ale też praktycznie nie spałem i nie śpię) trafiała w postaci zwięzłego, wykonanego na szybko, tuż po przebudzeniu opisu. Mam gdzieś ten zeszyt i chętnie po niego kiedyś sięgnę, jeśli tylko uda mi się go odnaleźć.

Przekrój snów z ostatnich tygodni? Proszę bardzo. Znalezienie dwugłowego kota, którego chciałem bronić, chronić, żeby nie stała mu się żadna krzywda za to, że urodził się takim freakiem. Diagnoza lekarki, która między słowami sprzedała mi wyrok śmierci. Ludzie kopiący sobie doły przed egzekucją. Obca, ciemnowłosa kobieta, z którą łączyła mnie nić, hmm… porozumienia? I znajoma kobieta, której w rzeczywistości nie widziałem 15 lat, a która zdawała się tradycyjnie oczekiwać więcej, niż mógłbym dać. Może mam jakiś gorszy okres za sobą, licho wie… Czy jest na sali jakiś psychoanal, który mnie rozgryzie? :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s