Zdjęcia nie kłamią – są chwilami, które można wziąć do ręki

„Patrz oczyma, fotografuj sercem” – David DuChemin

Czy potraficie wskazać swoje ulubione zdjęcie? Bardziej precyzując, takie na którym widniejecie lub fotografię, którą sami wykonaliście. Oczywiście, jedno nie wyklucza drugiego. Moda na samojebki nie przemija i chyba jeszcze długo będziemy mogli oglądać buźki i dzióbki znajomych na rozmaitych „fejstronach” w sieci. Wracając do pytania – gdybyście mieli wybrać jedno, jedyne zdjęcie, które jest dla Was ważne, czy łatwo byłoby wskazać to wyjątkowe?

Sam odpowiadam – nie. I jestem przekonany, że Wasze odpowiedzi będą takie same. Chyba, że dla ułatwienia moglibyśmy wybierać w kilku kategoriach. Jednak taki podział rodziłby kolejne klasyfikacje, prowokując do rozdrabniania się. Dla mnie, jednym słowem – chaos. Wiem, jak trudno było mi nieraz zakwalifikować dane zdjęcie do konkretnego folderu podczas porządkowania na dysku. Sam mam tendencję do seryjnego walenia fotek tylko jednego ujęcia. Później, jak aparat ostygnie, wybieram to, które być może zostanie kiedyś upublicznione, a resztę wywalam z pamięci. No dobra, nie do końca tak się dzieje. Moja nerwica, na przynajmniej część z tych jednakowych zdjęć, każe mi spojrzeć inaczej, wychwycić rozmaite, ale istotne detale. I przez to, zamiast z jedną z dziesięciu, zostaję z trzema fotkami. Pozornie niczym się nie różniącymi.

fotoalBUM

Teoretycznie, mógłbym wziąć na warsztat zdjęcie i je udoskonalić w jakimś fotoszopie czy innej graficznej „edycie”. Teoretycznie. Ponieważ po pierwsze, nie chcę, po drugie, nie lubię, po trzecie, nie umiem, po czwarte, to tak dłuuuugo by trwało…, po piąte, zostawiłem żelazko na gazie i mam masę innych ważniejszych spraw do ogarnięcia. Pstryk, pstryk, pstryk… Męczę tak eM., nie daję spokoju Igorodnemu, nawet Kocie nie przepuszczę. Kiedy mam fazę na wyłapywanie chwil ulotnych i uwięzienie ich w aparacie, po prostu dręczę. Pstryk, pstryk, pstryk…

No właśnie, dzisiaj tak łatwo o zdjęcie. Niemal każdy ma pod ręką telefon z aparatem. Zrobienie fotografii, jednej, dziesięciu, setek nic nie kosztuje. Amatorsko robimy fotki spontanicznie, właściwie częściej niż te z premedytacją i uprzednim, należytym przygotowaniem. Posiadamy komfort, jakiego jeszcze kilkanaście lat temu moglibyśmy sami sobie pozazdrościć. Pamiętacie klisze i wywoływanie zdjęć? Jasne, że pamiętacie. Pamiętacie obecność fotografa podczas ważnych dla Was lub Waszych bliskich momentów? No, nie zawsze… Jak przez mgłę widzę wianuszek ośmiolatków w białych sukienkach i gajerkach, czekających na swoje komunijne uwiecznienie, świąteczne okoliczności lub szkolne sesje. Chociaż miały to być chwile wyjątkowe, niezapomniane. Wyparcie? Może… Jednak dzięki zdjęciom te i wiele innych momentów może w każdej chwili powrócić. A wraz z nimi śmiech, radość, łzy…

fotomental

Sam nie wiem, może jestem zbyt sentymentalny, może za bardzo się wzruszam, kiedy dopisuję całą historię do konkretnego obrazu. Chyba najbardziej boli przemijanie. Oczywiście, najważniejsze jest to co przed nami, ale żal za czymś, co nie wróci, nie powtórzy się, jest czasami tak silny… Może dlatego nie chcę obstawiać się zdjęciami. Nie tworzyć galerii na ścianie i nie „zaśmiecać” nią komody. Pewnie to dobry sposób, podświadoma chęć na uniknięcie ściany płaczu i westchnień, kiedy przyglądając się zawieszonym obrazom, na których byliśmy piękni i młodzi, głos z tyłu głowy szepcze o tym, jak można było lepiej… Wystarczy rozmyty obraz w mojej głowie. Zdjęcia z cyfrówki zalegają na dyskach, a niektóre, zwłaszcza starsze egzemplarze przechowuję w albumach. Te z kolei trafiają do szuflad i prawdę mówiąc, rzadko po nie sięgam.

Natomiast będąc dziecięciem uwielbiałem oglądać stare albumy, założone przez rodziców. Pamiętam zwłaszcza wielką, czerwoną „Księgę pamięci”. Tak, tak chyba był zatytułowany grubaśny tom białych kart z nacięciami, w których można było umieścić zdjęcia. Większość z nich była czarno-biała, bo i jaka miała być? Intrygowały mnie osoby na nich, zwłaszcza członkowie rodziny. To, jak z karty na kartę zmieniali się, dorastali. Przekrój trendów i swoisty upływ czasu, tak intensywnie odczuwalny. Pamiętam zdjęcia dziadków, ich domu, zwierząt, które posiadali. Pamiętam wujków, ciotki i rozmaitych znajomych moich rodzicieli. Zdjęcia grupowe i pojedyncze. Czasem z dedykacją, pamiątkowym wpisem na odwrocie i koniecznie datą. Może nie porywały mnie historie opisujące zdjęcia, podczas wspólnego ich oglądania z matką lub ojcem, ale „kto dla kogo był kim?” wzbudzało już zainteresowanie. U dziadków z kolei natrafiłem na jeszcze starsze zdjęcia. Na pożółkłym papierze, z których zionęła szarość i surowizna ówczesnej epoki. Twarze dzieci, dorosłych, bez wyrazu lub zmęczone i wystraszone. Wyraziste, twarde, intrygujące. Wśród nich obrazki upamiętniające pogrzeby. Z rodziną przy otwartej trumnie i pochłoniętymi zabawą dziećmi na pierwszym planie. Klimatyczne, zapadające w pamięci, chociaż nie przedstawiające niczego niezwykłego.

oldjangtajm

Kopiowanie rzeczywistości tu i w tej chwili uważam za przywilej, z którego mimo wszystko warto korzystać. Niech potomni, choćby dla rozrywki, mają możliwość ujrzenia historii, tak, jak widzieli ją przodkowie. Nie palmy wspomnień, tak jak mnie samemu kiedyś zdarzyło się spalić kilka zdjęć. Nie żałuję tego wybryku. Ale każda, nawet najmniej interesująca z naszego punktu widzenia fotografia, dla kogoś może okazać się cennym doświadczeniem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s