Kropelko, gdzie jesteś? Historia z dedykacją dla I.

Młody skończył właśnie 4 lata. Z tej okazji dostał parę fajnych prezentów, w tym jeden wyjątkowy. eM. napisała dla niego piękną historię o księżycu, którą na eleganckim papierze, w twardej oprawie, wydała w nakładzie jednego egzemplarza. Z własnoręcznie wykonanym składem, ilustracjami z filcu i fotoszopowymi efektami. Istny biały kruk! Mi również zdarzyło się popełnić w życiu kilka bajkowych historii, pomyślałem więc, że przytoczę tutaj jedną z nich. Tę, którą Igorodny na pewno kiedyś usłyszy. Przed snem, żeby szybciej „odleciał” ;)

Historia małej Kropelki miała swój początek latem. Pewnego razu, po gorącym i słonecznym dniu nastał ciepły, letni wieczór. Wszystkie kwiaty na polanie złożyły swoje kielichy i zasnęły. Płynąca nieopodal rzeczka wydawała się uciąć sobie drzemkę szumiąc cichutko. Nawet skrzeczące żaby i muzykalne świerszcze, najwięksi nocni śpiewacy, rechotały i cykały nieśmiało. W wilgotnym powietrzu unosił się ich rytmiczny głos. Nad polaną i rzeczką utworzyła się mgła. Cisza i spokój ogarnęła ziemię dając możliwość odetchnięcia i nabrania sił wszystkim, którzy położyli się spać. Księżyc rzucał blado-złocisty blask na okolicę. Jego kontury stawały się coraz mniej wyraźne przez gęstniejącą mgłę. „Sen… Czas na sen…” – szeptała noc.

Nadszedł ranek. Pierwsze radosne promyki słońca przedzierały się przez gąszcz chmur, które z minuty na minutę zaczęły się rozpływać. Liście, źdźbła trawy i kielichy kwiatów pokrywały się kropelkami rosy. Na jednym z kwiatów rodziła się Kropelka. Drżąc w samym środku kielicha z zaciekawieniem spoglądała poprzez płatki w dół, na ziemię i śmiała się radośnie. I kwiatek też się śmiał. Bardzo podobało mu się, że w jego sercu pobłyskuje Kropelka.

Słońce wznosiło się coraz wyżej i przygrzewało jeszcze mocniej. Robiło się gorąco. „Jak pięknie błyszczę w promieniach słońca” – cieszyła się Kropelka. „Schowaj się przed słońcem, inaczej zginiesz” – denerwował się kwiatek – „Słońce cię wysuszy i znikniesz!”. Ale Kropelka nie posłuchała. Promień słońca dosięgnął jej i Kropelka zaczęła się zmniejszać. Zmniejszała się coraz bardziej, aż w końcu zniknęła. „Moja Kropelka, ona umarła!” – rozpaczał kwiatek. A wszystkie kropelki, które uchowały się w innych kwiatach smutno wtórowały: „Umarła!…Umarła!…”.

kwiatek

Wbrew pozorom Kropelka niezupełnie zniknęła. Zamieniła się w parę. Po prostu, inne kropelki nie wiedziały o tym i nie dowiedzą się, dopóki same nie doświadczą przemienienia w parę. A nasza Kropelka w postaci maleńkiego obłoczka unosiła się teraz do nieba. Razem z nią płynęły w górę inne chmurki, które kiedyś także były małymi kropelkami. Im wyżej unosiły się, tym robiło się chłodniej. Obłoczki zbliżały się do siebie, łączyły i przytulały jeden do drugiego, aby się ogrzać. Tworzyły w ten sposób coraz większą chmurę. Kropelek-obłoczków przybywało coraz więcej i więcej. W końcu na niebie pojawiła się wielka chmura burzowa.

Zawiał wiatr i chmura zasłoniła słońce. „Co się dzieje, co z nami będzie?” – niepokoiła się Kropelka, a razem z nią pozostałe kropelki-obłoczki. Ochłodziło się jeszcze bardziej i Kropelka nagle zobaczyła jak obłoczki z powrotem zamieniają się w kropelki! Te, które okazały się najcięższe przeciekały przez dużą chmurę, odrywały się od niej i opadały na ziemię. Kropelka poczuła, że ona również podzieli los swoich braci i sióstr, tym bardziej, że stawała się coraz cięższa i cięższa… „Boję się! Zginę!” – przeraźliwie krzyknęła Kropelka i także oderwała się od chmury. „One umarły… Umarły…” – smutno szeptały krople, którym udało się pozostać na chmurze. One również przeczuwały co je czeka i resztkami sił próbowały trzymać się chmury. „Umieram” – mówiła chmura, która rozpraszając kropelki deszczu stawała się coraz mniejsza.

Nasza Kropelka opadała na ziemię razem z innymi oderwanymi kroplami przysłuchując się ich rozmowom. „Kap, kap, kap” – śpiewały kropelki – „Jesteśmy deszczykiem!”. „Całkiem przyjemnie być deszczykiem. To nic strasznego!” – z radością pomyślała Kropelka i poczuła się rozkosznie. Jednak długo się nie cieszyła ponieważ błyskawicznie upadła na ziemię. „Oj!” – krzyknęła. „Trzeba powiedzieć kap!” – poprawiła ją druga kropelka. Kap-kap-kap… Spadały razem kolejne kropelki. Było ich coraz więcej i więcej. Na ziemi utworzył się strumyczek. „Zrobimy własny strumyk!” – cieszyły się kropelki. Biegły ścigając się, śmiejąc i popychając. I nasza Kropelka biegła ze wszystkimi roześmiana. Strumyk płynął po ziemi i głośno szumiał dopóki… Nie zamienił się w rzeczkę. Czyżby umarł? Nie! Wiele małych strumyczków spotkało się w jednym miejscu i utworzyło potok. Tak rodzi się rzeka. Jedną z kropelek wody w tej rzece była nasza Kropelka. Dumnie płynęła przed siebie z innymi kropelkami. Przecież w rzece nie można pozwolić sobie na takie lenistwo, jak w sercu kwiatuszka. Kropelka czuła się niezwykle ważnym elementem wspaniałej wodnej eskapady. Ogarniała ją nieopisana radość. Tymczasem słońce jeszcze mocniej oblewało gorącymi promykami rzekę.

rzeczka

Kropelkę znowu otulił żar słońca. Odparowała i ponownie zamieniła się w mały obłoczek. „Umarła… Umarła!…” – ze smutkiem szeptały kropelki w rzece. My jednak już wiemy, że Kropelka wcale nie umarła, a po prostu przeniosła się w inne miejsce i z radością wyruszyła w doskonale jej znaną wędrówkę. Z podobnymi sobie kropelkami ponownie stworzyła chmurkę aby po raz kolejny wrócić na ziemię w postaci deszczu.

Już po chwili kropelka leciała w dół razem z deszczem innych kropli. Weseliła się na myśl, że ponownie przyłączy się do rzeczki. Nagle poczuła jak uderza o ziemię i znika pod jej powierzchnią. „Oj!” – wystraszyła się kropelka, a inne krople, które nie dostały się pod ziemię tworząc strumyk, z przerażeniem zawołały: „Umarła… Umarła!…”. Przecież Kropelki już nie było z nimi. Nie wiedziały co się z nią stało, ani w co się zamieniła… Jak często niewiedza wywołuje strach!

Kropelka wsiąknęła głęboko w ziemię. Było tam ciemno i zbyt ciasno aby móc płynąć swobodnie. Niewygodę powodowało mnóstwo korzeni roślin i drzew. Kropelka postanowiła zatrzymać się i poczekać na rozwój wydarzeń. Nagle poczuła dotyk inny niż ten, który do tej pory znała. Obejrzała się i zobaczyła jak cieniutki korzonek, który przytulił się do niej, delikatnie sączył jej wodę. „Wypijają ją, ona umiera…” – mówiły znajdujące się w ziemi kamienie. W tym czasie korzonek wypił Kropelkę do końca. Powędrowała ona do łodygi rośliny i została jego sokiem. „A więc to tak!” – zdziwiła się Kropelka – „Jestem teraz kwiatkiem!”. I rzeczywiście, Kropelka rozpoczęła życie wewnątrz kwiatu. Duma znowu zagościła w sercu małej Kropelki. W końcu stała się częścią pięknego tworu przyrody. W ten sposób spędziła całe lato. Aż nadeszła jesień. Kwiatek zaczął więdnąć. Moczyły go deszcze i targał chłodny, jesienny wiatr. Kwiatek osunął się na ziemię i Kropelka ponownie wróciła do ziemi. Z utęsknieniem oczekiwała, kiedy wypije ją jakakolwiek roślinka, ale deszcze rozmyły ziemię, w której zamieszkało teraz bardzo dużo kropelek. Wszystkie drążyły ziemię coraz głębiej i głębiej, aż w końcu spotkały się i stworzyły własny, podziemny strumyk. W ten sposób Kropelka dowiedziała się, że istnieją także podziemne strumyczki, a nawet rzeczki. Kropelka dużo podróżowała pod ziemią przemieszczając się z jednej podziemnej rzeczki do drugiej. Dowiedziała się, że istnieją podziemne jaskinie, a nawet podziemne jeziora w tych jaskiniach.

Pewnego razu podziemna rzeka wyniosła Kropelkę na powierzchnię ziemi. Ostatnie jesienne promienie słońca musnęły Kropelkę i ona znowu uniosła się ku niebu w postaci obłoczka. Tym razem droga Kropelki w górę była nieco dłuższa. W tym czasie na ziemi zawitała zima. I oto nagle Kropelka poczuła w swojej chmurze jak staje się coraz cięższa. Zsunęła się na jej kraniec i odważnie skoczyła w dół. „Witaj deszczyku! Hura!” – krzyknęła. Jednak kiedy leciała w dół poczuła przeraźliwy chłód. Kropelka w jednej chwili zamarzła i pokryła się szronem. Zamieniła się w płatek śniegu. Inne kropelki także stały się płatkami śniegu. Były teraz bardzo lekkie. Wirowały i tańczyły w powietrzu tworząc korowody. „Jakie jesteśmy piękne! Jesteśmy płatkami śniegu!!”- szeptały z zachwytem powoli opadając na ziemię. Te krople, które zostały na chmurze i widziały jak deszcz przemienił się w śnieg, ze strachem zwracały się do siebie: „Zobaczcie, co się z nimi stało, jak giną! Na pewno umarły!!!”.

śnieg

Nasza Kropelka-śnieżynka wylądowała na dachu domu, który stał nad brzegiem rzeki. Tej samej rzeki, w której kiedyś pływała Kropelka. Teraz zapragnęła pochwalić się rzeczce, jakim jest pięknym płatkiem śniegu. Kropelka-śnieżynka z pomocą wiatru zbliżyła się do krawędzi dachu i spojrzała w dół, gdzie płynęła rzeczka. „Ojej! Co się stało z rzeką?!” – nie płynęła jak wcześniej, powoli i majestatycznie unosząc miliony kropel. Rzeka zastygła skuta lodem niczym szkło. „Nasza rzeczka umarła!” – szeptały kropelki-śnieżynki na dachu. Kropelka gotowa była się rozpłakać. Wszystkim na dachu było smutno. A gdy promyk chłodnego, zimowego słońca dotknął śniegu, wszystkie kropelki zapłakały i zaczęły topnieć, znów zamieniając się w wodę i spływając z dachu. Z racji tego, że była zima i panował przenikliwy chłód, krople jeszcze raz zamarzły. Tym razem stworzyły ogromny, połyskujący sopel zwisający z dachu. „Jesteśmy teraz jak nasza rzeczka!” – pomyślały kropelki. Bardzo chciały podyskutować o nowej sytuacji, w jakiej się znalazły, jednak nie mogły ani mówić, ani nawet się poruszać w lodowej skorupie. Mogły jedynie w milczeniu zastanawiać się i z zaciekawieniem obserwować co się dzieje wokół.

Sopelek z Kropelką przetrwał aż do wiosny. Wiosną słońce rozgrzało sopel tak mocno, że ten stopniał. Kropelki wesoło kapały na ziemię tworząc strumyczek, który zbliżał się do rzeki. „Będziemy musiały zbudować nową rzekę. W końcu nasza rzeczka umarła” – komentowały kropelki w strumyczku. Ale rzeka również zbudziła się pod wpływem wiosennego ciepła słońca. Lód stopniał i wody rzeki wylały się z jej koryta pochłaniając zmierzający w jej kierunku strumyk. Dwa razy w roku rzeka zmieniała się. Zimą w lód, a wiosną w wodę. Rzeka nie musiała doświadczać tylu cudownych przemian, jakim ulegała Kropelka, ponieważ miała zupełnie inne cele w życiu. Tymczasem Kropelka radośnie nurkowała we wzburzonych wiosennych roztopach. Z chęcią wystawiała swój brzuszek na działanie wiosennego słońca. „Jak cudownie!” – cieszyła się nasza Kropelka – „Okazuje się, że nic nie umiera! Wszystko się zmienia i kontynuuje swoje istnienie w nowej formie! To wspaniałe i takie fascynujące!”.

Przyszło lato. I znowu nastały gorące dni. Woda w rzece nagrzała się. Było tak gorąco, że nawet nocą, kiedy słońce znikało za horyzontem, woda wciąż była rozkosznie ciepła. Pewnej nocy Kropelka poczuła, że jest jej za gorąco i dłużej nie wytrzyma pobytu w rzece. Zapragnęła opuścić jej wody, co też uczyniła pod postacią małego obłoczka. „Umarła… Umarła!…” – smutno szeptały jej młode towarzyszki, kropelki w rzece. Ale Kropelka już wiedziała, że zmieniając swój stan wcale nie umiera. Kontynuuje życie w postaci kropli deszczu, płatka śniegu, sopelka, w postaci obłoczka lub chmury. I każda przemiana była cudowna. Każde nowe istnienie było niezwykłe!

blask

A nad rzeką zebrała się mgła, odcinając ją od blado-złocistego blasku księżyca. Kropelka była częścią mglistej pierzynki okrywającej okolicę. Unosiła się w mglistym obłoku, aby rano zbudzić się jako kropelka rosy w kielichu kwiatka. „Już kiedyś byłam mgłą…” – pomyślała Kropelka zasypiając.

W nocnej toni słychać było leniwe kumkanie żab i cichuteńki szum rzeczki… “Sen…Już czas na sen…” – wyszeptała noc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s