Postanawiam nic nie postanawiać, czyli o noworocznych przyrzeczeniach

W noworoczny poranek obudził mnie niezidentyfikowany hałas i galopujący przez łóżko wystraszony kot. To stary kalendarz spadł z hukiem ze ściany, ustępując miejsca nowemu. Uściślając, mój małoletni syn postanowił dopilnować okolicznościowych formalności zamierzając zawiesić nowe „okienka”. Przy okazji zrzucił wielką płachtę starego terminarza na zdezorientowaną sytuacją Kotę, który właśnie wyżerała resztki sylwestrowej kolacji.

Młody może się cieszyć. Będzie starszy, rozsądniejszy, bardziej ogarnięty i pewnie łatwiej przyjdzie mu manipulować starymi. I to mógłby być sensowny plan na nadchodzące miesiące i… całe życie. Natomiast starszyzna, czyli ja i kot… Kota właściwie cieszy się każdym dniem, w którym na misce lądują owoce morza. I chyba nie ma żadnych sprecyzowanych planów. Poza zabójstwem eM. – mojej poślubionej, do którego przymierza się od dawna. Czy Wasze kocury również mają tendencję do atakowania znienacka upatrzonego przez siebie domownika? Kota upodobała sobie eM. To chyba coś w rodzaju zwierzęcego kompleksu Elektry podszytego przekonaniem, że dla dwóch kobiet nie ma miejsca w domu. Mam nadzieję, że za sprawą zazdrosnej Koty nie zostanę wkrótce wdowcem.

Ja i moje plany? Gapię się w ten kalendarz. Tę białą kartę w linie dzielące na dni, tygodnie, miesiące. Można tam zapisać wszystko – nakreślić teorię, której realizacja w praktyce będzie sztuką. Nowy rok to symbol odseparowania starego – przeszłości, której nie zmienimy – od nowego, czyli przyszłości, na którą mamy wpływ. Przynajmniej tak nam się wydaje. Wbijam więc wzrok w dziewiczy kalendarz, usilnie próbując pozbyć się fantastycznej wizji pierdyliarda PLN na koncie i skupić na czymś bardziej realnym. Nie, żebym był minimalistą, ale na początek milion wystarczy. A więc trzeba tylko znaleźć źródło. Źródło w postaci nowego zajęcia w kwestii zawodowej. To moje pierwsze postanowienie! Na ziemię sprowadza mnie głos eM. – „Cześć Staruchu”. Ej no! Srebrna nitka tu i ówdzie jeszcze o niczym nie świadczy. Może jedynie o tym, że łeb pracuje pełną parą. A, i to na mordzie, to nie są zmarszczki, a rysy człowieka myślącego, zadumanego, zatroskanego… (niepotrzebne skreślić). Przychodzi mi więc na myśl kolejne postanowienie.

To rzecz z serii tradycyjnych: wziąć się za siebie. Podszlifować formę i nie dopuścić do wzbogacenia się o niechcianą masę. Bo szkoda byłoby zmarnować w tym względzie cały poprzedni rok, podczas którego rozpłynęło się gdzieś 20 kg mnie. Efektywność stwierdzę, jeśli tylko dzięki ciału, poczuję się lepiej na duchu. Własnemu ciału, oczywiście. Bo już widzę przeszywające spojrzenie eM. pytające jakież to inne ciała mógłbym mieć na myśli. Jak mawia stare harcerskie powiedzenie – „W zdrowym ciele zdrowy duch” – ruch jest zdrowy, więc się ruch.. ruszaj! Do dzieła!

no cigaretteRaz w życiu postanowiłem sobie, że już nigdy nie zapalę. Wiem, jak ciężko przychodzi niektórym rozstać się z nałogiem. Ja swoją decyzję podjąłem pod wpływem impulsu, chwili. Do dziś dzielnie się trzymam, mimo wielu pokus i jest to dla mnie pewnego rodzaju test. Dla kogoś banalne, ale jeśli bym się teraz złamał, nigdy bym sobie nie wybaczył i stracił zaufanie do samego siebie. Dlatego myślę, że stawiając sobie wyzwania w postaci noworocznych postanowień trzeba być ostrożnym i znać swoje możliwości, aby nie rozczarować siebie i najbliższych. Sukces mniejszych przedsięwzięć otworzy ścieżkę do skutecznych realizacji bardziej wymagających działań.

Na koniec chciałbym aby na świecie zapanował pokój, zniknęła dziura ozonowa, a w każdym gospodarstwie domowym zagościł mały jednorożec. Napisałem to na głos? Niemożliwe… Jeśli jednak mógłbym się przyczynić do realizacji powyższego, to czemu nie. Wszak bezsprzecznie wiążące się z tym pieniądze, sławę, szaloną zabawę chętnie bym przygarnął.

unicorn_rain-bow

Najbardziej kuszące wydaje się postanowienie nie postanawiać niczego. Bezpieczne i proste. Uwalnia od presji i poczucia winy. Po prostu działajmy. Wykorzystując nadarzające się okazje, okoliczności, zrządzenia losu. Nie musimy zaklinać rzeczywistości. Tak naprawdę nie chcę niczego postanawiać. Postaram się po prostu żyć tak, aby ludzie dzięki mnie uśmiechali się, a nie płakali. Chyba, że ze śmiechu :)

A jak to jest z Waszymi postanowieniami? Czy udaje Wam się dotrzymać słowa i konsekwentnie realizujecie swoje plany?

PS. Postanowienie ostatnie (a jednak!) – porozmawiać z Kotą i przekonać ją, że pozbycie się eM. tak naprawdę nie będzie mieć pozytywnych stron. Zapytałem ją przed chwilą wprost czy ma sens planowanie zabójstwa, na co w odpowiedzi usłyszałem przeciągłe „MIAŁ!” Jest nadzieja, że czarnej bestii pozmieniały się priorytety ;)

Reklamy

2 thoughts on “Postanawiam nic nie postanawiać, czyli o noworocznych przyrzeczeniach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s